W zeszłą niedzielę zakończył się Fashion Revolution Week (krótko o powstaniu samej organizacji i owego wydarzenia  piszę tu). Dzięki temu miałam okazję wziąć udział w spotkaniu Rewolucja do potęgi. Webinar: szanse dla odpowiedzialnej mody, gdzie posłuchałam wyjątkowych ekspertek. Specjalistki wypowiedziały się w kwestii branży mody w czasie ówczesnego kryzysu społecznego i ekonomicznego. Mówiły o szansach oraz zagrożeniach czyhających na modę odpowiedzialną. W tym samym dniu, tylko o poranku, posłuchałam wywiadu radiowego z Marią Humą – prezeską Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie. Moja głowa pękała od przemyśleń, którymi dzisiaj chcę podzielić się również z Tobą.

Wszystkie słowa, które przeczytasz poniżej siedziały we mnie od jakiegoś czasu. Są to godziny osobistych przemyśleń i spostrzeżeń, więc jeśli gdzieś poczujesz więcej emocji, musisz mi wybaczyć.  

Mamy problem z szybką modą

Problem z szybką modą mamy od dawna, lecz dzisiaj w trakcie światowej kwarantanny, możemy mieć jedyną taką szansę, aby naprawić to, co zepsuliśmy. Przez koronawirusa fabryki odzieżowe m.in. w Bangladeszu, Indiach, Pakistanie zostały zamknięte. W wyniku lockdown’u w samym Bangladeszu pracę straciło ok. 6 milionów pracowników, w Indiach 20 milionów (Maria Huma mówi o tym w wywiadzie). Jak się domyślasz, człowiek zatrudniony w takim zakładzie zarabia tylko wtedy, gdy pracuje. A pensje nie wystarczają na podstawowe potrzeby, nie mówiąc już o jakichkolwiek oszczędnościach. Problem dotyczy nie tylko fabryk odzieżowych, ale również rolników pracujących np. na farmach bawełny. Ofiar kryzysu wciąż przybywa.

Stoimy przed dylematem

Z jednej strony jest to przerażające, że tyle milionów ludzi straciło pracę, ale to wyraźnie pokazuje jedno: dotychczasowy system NIE DZIAŁA. I działać nie powinien. Ale problem jest na tyle złożony, że nie da się łatwo odpowiedzieć na pytanie, jak ten system naprostować. Zresztą nie zamierzam odpowiadać w tej materii. W dalszej części tego artykułu, pozwolę sobie zarysować konkretne kwestie do namysłu.

Faktem jest, że produkcja stanęła i ludzie potracili pracę. Ale nie możemy bezmyślnie wrócić do fast fashion, argumentując to stwierdzeniami typu „CI ludzie muszą mieć tę pracę”. To jest bardzo bezmyślne i płytkie stanowisko. Potępiam każdego, kto rzuca takie teksty. Moim zdaniem należałoby przetransformować przemysł modowy. Tylko w jaki sposób? Z jednej strony przemysł szybkiej mody się zatrzymał, co jest niezaprzeczalnie dobre. Wiesz już, jaką szkodę wyrządza branża mody, pobierając ogromne ilości wody, powodując skażenie środowiska, pozostawiając ślad węglowy na każdym etapie od produkcji po galerie handlowe. I na dodatek leżymy przygnieceni nadmiarem szmat. Według Marysi Humy odzieży wyprodukowanej oraz tej z drugiego obiegu wystarczy na kolejne 10 lat. To sporo! Niestety negatywny skutek to masowe zwolnienia ludzi spowodowane zatrzymaniem produkcji.

Absurdalność szybkiej mody

Kraje, w których szyje się naszą odzież pozwoliły sobie na to, aby swoje gospodarki uzależnić od szybkiej mody. Ale to jest tylko jedna strona medalu. Na drugim brzegu znajduje się chciwy Zachód (myślę tu ogólnie o Europie i Stanach Zjednoczonych) pragnął mieć więcej za mniej. Wyobraź sobie prostą sytuację i zrób eksperyment myślowy. Mamy polską szwalnię, gdzie są łamane prawa człowieka, pensje pracowników są tak niskie, że nie wystarczają na podstawowe potrzeby a pieniądze nie są wypłacane na czas. W końcu szwaczki domagają się swoich praw. Wynagrodzenie musi zostać podniesione, polskie prawo wymusza  na szwalni pensję minimalną. Zgadnij, co robią odzieżowe korporacje?  „Jest za drogo. W Polsce nie da się robić tanich ubrań. Ale nie będziemy łamać praw człowieka. Wynosimy się tam, gdzie prawa człowieka mają w dupie”. Co się wydarzy, gdy zabraknie miejsc na działanie współczesnego niewolnictwa?  Może Korea Północna zostanie potęgą odzieżową? Będą tam szyć dla H&M-u i Zary pod groźbą rozstrzelania. No właśnie. TO ABSURD, prawda? Ten mocny przykład podkreśla, że cały przemysł szybkiej mody jest po prostu absurdalny. Opiera się na stałym dążeniu do wzrostu ekonomicznego, nie biorąc pod uwagę kosztów społecznych i ekologicznych.

Podobno spożycie mięsa w Polsce spada. Producenci produktów odzwierzęcych zauważyli nowy rynek zbytu: wegan i wegetarian. To jest prosta matematyka. Jeżeli nie opłaca się robić aż tyle mięsnych wyrobów, trzeba zmienić podejście. I choć pobudki są egoistyczne i negatywne (produkujmy wegańską szynkę, aby mieć więcej kasy), to efekty mogą być pozytywne. Im mniej mięsa będziemy chcieli jeść, tym mniej zwierząt będzie się hodować. Mam taką nadzieję. Czy nie może być podobnie z modą?

Co się wydarzy, gdy zabraknie miejsc na działanie współczesnego niewolnictwa?

Halo, ktoś za to odpowie?

W wywiadzie z Marią Humą, prowadzący podjął jedną z najważniejszych kwestii w całej tej dyskusji o sytuacji pracowników na Wschodzie. Kto powinien wziąć odpowiedzialność za tych, którzy bardziej niż wirusa boją się śmierci głodowej: rządy państw takich jak Chiny, Indie, Bangladesz, Pakistan czy korporacje zlecające zamówienia na odzież? Moim zdaniem obie strony. Tylko trzeba jeszcze podkreślić, że w powyższych państwach mechanizmy kontroli są słabe a prawidłowe zarządzanie sektorem mody, jak widać, kuleje. Paradoks, który się wyłania z tych przemyśleń należałoby rozwiązać globalnie. Odpowiedzialność za prawa pracownicze powinna być ogólnoświatowa.

Jak podejść do tego dylematu? Uruchomić na powrót produkcję fatalnej odzieży? Jeżeli troszczymy się o dobro Planety i nas samych, nie powinniśmy do tego dopuścić. Nie ma jednej właściwej odpowiedzi. Choć przeczuwam, że wyłącznie regulacje prawne oraz solidarność krajów mogłaby wpłynąć na obecny kryzys. Najprawdopodobniej należałoby stworzyć nowe miejsca pracy w zupełnie innych działach gospodarki, o ile to w ogóle możliwe. Ale skoro ubrań starczy nam co najmniej do 2030 roku, to oznacza, że produkcji i tym samym ludzi potrzebnych do pracy jest za dużo. Tak, wiem, jak to brzmi. „Coraz więcej osób postuluje (choć to wciąż poniekąd temat tabu), aby do ograniczeń, które sobie narzucamy, dołożyć przede wszystkim ograniczenie liczby ludzi na świecie. David Attenborough już dekadę temu mówił, że nasz świat utrzyma populację 15 mld ludzi, jeśli będziemy żyć jak Indianie, 2,5 mld ludzi, jeśli będziemy żyć jak Brytyjczycy i zaledwie 1,5 mld ludzi, jeśli będziemy żyć jak Amerykanie”[1]. Świat i tak czekają zmiany, ponieważ zapewne wiele wykonywanych dotychczas zawodów będą przeprowadzać maszyny. Dzisiaj automatyczna kasa w supermarkecie to rodzaj ciekawostki, ale niewykluczone, że stanie się powszechną normą. Automatyzacja może czekać również sektor produkcji odzieży. Jeżeli tańsze stanie się użycie maszyny zamiast rąk człowieka, to korporacje wybiorą szybki zysk. Nie wierzę w dobroduszność firm, które za swój cel wybrały stały wzrost. Już teraz musimy opracować plan na przyszłość.

Powyższe rozważania rodzą tylko kolejne pytania. Czy ówczesny kapitalizm powinien ulec zmianie, czy wskaźniki ekonomiczne takie jak PKB są wystarczające, aby określać dobrobyt państwa i w końcu czy powinna nastąpić reorientacja naszej mentalności.

System szybkiej mody jest zły dla planety, konsumentów i pracowników.

Czy czeka nas transformacja przemysłu odzieżowego?

Bardzo bym chciała, aby transformacja nastąpiła. Celem jest produkowanie mniej odzieży i lepszej jakości. Cały przemysł modowy jaki znamy, musiałby zostać przekształcony. Wyobrażam sobie, że ekologiczna i odpowiedzialna produkcja odzieży staje się powszechna na skalę światową, co nieuchronnie podwyższa cenę odzieży a pracowników szwalni stać na to, aby zaspokoić podstawowe potrzeby. Kładziemy nacisk na recykling odzieży, dzięki czemu sektor mody używanej staje się fundamentalny.

Tylko czy konsumenci są na to gotowi? Do tej pory, trochę z dystansem podchodziłam do sformułowania „głosuj portfelem”. Problem tego stwierdzenia leży w poczuciu bezradności. Mogę wybierać lokalne produkty, wspierać małe polskie marki, promować kupowanie z drugiej ręki, lecz i tak wiele osób wybierze tanią koszulkę z sieciówki. Ale podczas kwarantanny wszyscy jesteśmy świadkami tego, że jednak można coś zmienić. Z odmętów Internetu wypłynęło zresztą ironiczne stwierdzenie, że gospodarka upada, bo ludzie przestali kupować to co chcą, a kupują tylko to, czego potrzebują. Czyż to nie jest wystarczający argument przemawiający za przeobrażeniem systemu?

W tym miejscu, muszę jeszcze nadmienić, że ludzie żyjący na skraju ubóstwa nie będą się zastanawiać nad kwestiami środowiskowymi. W dyskusjach o ekologii często pomija się ten fakt. Dlatego, ja zwracam się do ludzi, których status ekonomiczny pozwala na wybór odzieży lepszej jakości. Nie będę  podejmować tematu ubóstwa ze względu na jego złożoność. Chciałam tylko zaalarmować, że jest to  newralgiczna trudność do pokonania.

Czy my konsumenci jesteśmy gotowi na zmianę mentalności? Czy jesteśmy gotowi, aby kupować mniej ubrań, wybierać używaną odzież bądź szytą w lokalnych szwalniach? Czy jesteśmy gotowi na to, aby ubrania kosztowały więcej? Wiesz, co moim zdaniem jest najgorsze? Że ludzie mają w sobie dwa skrajne podejścia: z jednej strony potrzebują zapłaty za pracę własną, jak największą dla docenienia wartości ich działań (i dobrze, tak być powinno), natomiast z drugiej strony burzą się na wygórowaną (ich zdaniem) cenę koszuli od polskiej marki. Tutaj wyłania się bardzo trudna do zdefiniowania kwestia tego, czy kogoś STAĆ NA COŚ, ale nie w sensie ekonomicznym, lecz mentalnym. Wyjaśnię to na prostym przykładzie. Milioner wysyła swoje dziecko na prywatne zajęcia gry na pianinie, dowiadując się, że godzina nauki kosztuje, załóżmy 1000 złotych. Oburza się, ponieważ jego zdaniem to za drogo (a wiemy o tym, że generalnie go na stać). Rozumiesz już? Czyli nie zawsze chodzi o to, czy kogoś stać tylko czy subiektywnie chce wydawać na coś pieniądze.  Subiektywność gra najważniejszą rolę.

W trakcie webinaru z okazji Fashion Revolution Week padło pytanie: czy moda odpowiedzialna jest za droga? Stawianie tego rodzaju pytania jest  skrajnie nieprawidłowe, ponieważ nie bierze pod uwagę, że są ludzie których stać na lepsze ubrania, lecz i tak wybiorą tanią odzież robioną w Bangladeszu. BO MOGĄ. Ja widzę tę sprawę dwojako. Do zmiany naszego podejścia równolegle powinno iść przekształcenie prawa. Czy jest możliwe, aby wprowadzić i respektować odpowiednie regulacje prawne, które poprawią status pracowników fabryk odzieżowych i bezpośrednio polepszą los naszej Planety?

Mam nadzieję, że tak.

PS. Będę niezwykle wdzięczna, jeśli podzielisz się ze mną swoimi przemyśleniami. Jeżeli post uważasz za wartościowy, udostępnij go. Pozwól, aby więcej ludzi mogło rozmawiać o palących problemach świata mody.  

PS 2. Czuję, że to dopiero początek i chciałabym, aby moje działania stały się bardziej namacalne niż rozważania na ekranie komputera. Marzę o tym, by mieć wpływ na rzeczywistość, lecz nie do połechtania ego, tylko po to, aby pokazywać, że można żyć lepiej. Nie wiem jeszcze jak tego dokonać, ale zalążkiem może być nasza wspólna dyskusja.

Nie zatrzymuj się w rozważaniach nad modą odpowiedzialną. Zajrzyj w miejsca, które były dla mnie punktem wyjścia do refleksji:

Natalia Hatalska, , Świat po koronawirusie: konsumpcjonizm i scenariusze przyszłości

Zuzanna Skalska: Świat po epidemii będzie jak Polska lat 90. Stary system się skończył

Michał Zaczyński: Co dalej? Moda po koronawirusie cz. 3. Jak będziemy ją promować, gdzie oglądać? Czy influenserzy stracą czy zyskają? Gdzie szukać pomocy finansowej i prawnej?

Anna Pięta, wpis na Instagramie, w którym zadaje pytanie: „Jak moda zmieni się po wielkim resecie?”

Podcast Karoliny Sobańskiej #Planeta & otoczenie: nie kupuj ubrań, czyli o co chodzi z etyczną modą?

Podcast Muda Talks, Kacper Pobłocki: Jak kapitalizm wpływa na zmianę klimatu?


[1] Natalia Hatalska, Świat po koronawirusie: konsumpcjonizm i scenariusze przyszłości, https://hatalska.com/2020/03/18/swiat-po-koronawirusie-konsumpcjonizm-i-scenariusze-przyszlosci/?fbclid=IwAR0JvJjbs01go3SfXJrhRJ8AAz1NKHKcufMAzU-mFzHJ2sCjai8YdfSqfac.